Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
KSIĄŻKA cz 5

NIEZAPOMNIANE PRZEŻYCIA PODCZAS CZYTANIA -AsikowaBlanka* :-}

:: kartki-blanki ::

KSIĄŻKA cz 5

NIEBEZPIECZNA  ULICZKA     -  
{ROZDZIAŁ  X;  ROZDZIAŁ  XI; 
 ROZDZIAŁ XII
 }

 

ROZDZIAŁ X

Melania weszła do pokoju i zobaczyła skromny pokój gustownie urządzony jak i reszta. Stało łóżko, bardzo duże. Na przeciw stała szafa, regał z książkami, i bibelotami. Na wprost drzwi było okno.
A w rogu stał mały stolik i dwa małe pufy. Z boku łóżka stała lampa nocna oraz mała szafka nocna z dwiema szufladami i półką pod spodem. Wszystko było takie praktyczne, oraz dopasowane.

– Tu jest Twój pokój, tak jak obiecałem osobny. Szafa jest pusta więc możesz ją zagospodarować , a łóżko ma świeżą pościel. W szafie po prawej stronie są ręczniki. Czuj się jak u siebie w domu.
– Kajku..ale Ty gdzie będziesz spał?
– Ja w pokoju na przeciw jestem jednak przez 24 godziny do Twojej dyspozycji.
– ok. - Melania czuła się zaskoczona. Po tym co przeżyli razem miała nadzieję  na pokój razem. Kajetan natomiast nie chciał ją do niczego zmuszać, przyspieszać, ponaglać ani spłoszyć to co się właśnie wykluwało.
– A ja w tym czasie zadzwonię do Twojego szefa i nie patrz tak. Nie martw się. Wszystko będzie ok. - Melania kiwnęła głową na znak zaufania.


Dzień minął pod znakiem rozpakowywania. Kajetan zszedł przygotowywać obiad.
Melania w tym czasie wzięła prysznic i poukładała rzeczy na półkach. Rozejrzała się też po domku: był prześliczny...taki ciepły i przytulny.
– Jesteś już?- przeciągnął po Melani wzrokiem i oblizał się...
– Jestem , i to bardzo głodna..
– to dobrze, siadaj. - odsunął krzesło przy stole w kuchni. Był pięknie nakryty i czekał półmisek z sałatką oraz misa ze spagetti. Wyglądało bardzo apetycznie. Obok stała miska z sałatką. Do spageti podał czerwone wino.
– Smacznego Melanio
– Smacznego Kajetanie
Zaczęli jeść. Dobrze, że siedzieli po przeciwnych stronach, bo obiad nie zjedliby. Kajetan był tak oczarowany nią, a Melani myśląc o jego umiejętnościach. Melania zastanawiała się skąd on to wszystko miał i gdzie się tego nauczył. Na deser podał lody z bitą śmietaną i truskawkami. Jednym słowem romantyczne popołudnie się zapowiadało.
– Dziękuję było pyszne Kajetanie...a co teraz masz w planie ze mną robić?
– No cóż, posprzątam i zapraszam na spacer po okolicy.
– Dobrze pójdę po ciepły sweter i kurtkę i zaraz wracam
– OK, ja za pięć minut będę też gotowy.
Melania wbiegła po dwa schody do pokoju, zamknęła drzwi. W głowie myśli huczały jej, próbowała to kolejny raz poskładać w całość. Jest to mężczyzna mojego życia. Mam jednak tyle nie dopowiedzianych jeszcze spraw. Otwarła szafę i wyjęła z półki ciepły sweter, niedawno co włożony. Przytuliła się do niego i w tym samym momencie usłyszała pukanie
– proszę
–mogę wejść- drzwi uchyliły się
– tak, czy coś się stało, ja już schodzę...
– nie nic się nie stało, a właściwie, to tak. Melanio po pierwsze to zaczął deszcz padać , więc chyba odłożymy nasze wyjście. Chyba, że chcesz...
–nie skąd, to może poczekać, lubię deszcze, ale w lecie a nie jesienią, a jeszcze
coś chciałeś?
–Tak muszę Ci powiedzieć parę rzeczy, ale zejdziesz na dół. Ja rozpalę w kominku
dobrze?
–ok. - wykrztusiła...Podszedł do niej, położył jej rękę na włosach, i przyciągnął ją do siebie, nie mógł już się opanować choć sobie obiecał, że powoli i po kolei.
– Melu?
– Tak,
– nie masz nic przeciwko temu, co teraz chce zrobić?
– Nie, chyba nie...
– to chodź tu do mnie
– dobrze
Byli już tak blisko, że bliżej nie mogli. Nie chcieli czekać na nic, nawet Melania choć miała tyle wątpliwości, poddała się chwili. Zaczęli się całować. Namiętniej niż ostatnio, delikatnie muskał jej wargi, a ona jego. Nie było ważne, że w pokoju nie było za ciepło. Kaloryfery nie zdążyły się zagrzać. Ich rozpalała ta chwila. Jedyna i nie powtarzalna. Kajetan rozpiął swoją koszulę, i popatrzył na Melanię z pytaniem w oczach czy tego chce. Melania tylko pokiwała głową. Słowa były tu zbędne. Najważniejsze było to co się działo między nimi. Rozebrała bluzkę, którą jeszcze nie zdążyła przebrać. Nie czekała na nic. Kajetan rozebrał koszulę i spodnie. Nie mogło być inaczej po chwili stali tylko w bieliźnie .Podziwiał ją, jej zgrabność, jej gibkość, i spoglądał w oczy. Ona zaś nie odrywała wzroku od jego twarzy. Widziała, że mu się podoba, ale jej chodziło o wyczytanie czegoś więcej. Całowali się, wsunął ręką pod ramiączko z biustonosza i zsunął jej. Ona zaś pokazała mu, że jest chętna aby resztę bielizny spotkał ten sam los. Ściągnął zarówno z siebie jak i z niej to co zostało. Stanęli na przeciw siebie nadzy. Oczy jego mówiły tak wiele i zarazem nic. Jej natomiast były koloru nieba. Myślał , że już tak nigdy nie pomyśli, nie będzie.
– Melu jesteś pewna, ja wiem, że my już, ale teraz chciałbym, żebyś była tego świadoma - w przerwie się wciąż całowali.
– jestem świadoma. Chce. Jestem gotowa...
– Melu ja tak Cię pragnę...
– ja Ciebie też i nie tylko...
– co masz na myśli , nie tylko?
– Ja Cię kocham Kajetanie
– Melanio ja nie mogę CIĘ narażać, jeżeli zaczynasz mnie kochać musze Ci coś powiedzieć .
– Wiem, ale pozwól że sama zdecyduje kiedy, potem jak TY to mówiłeś. Potem.-
Ich miłość wybuchła. Nie umiała i nie chciała czekać. Położył ją na łóżku. Nie dociekał dalej. Wiedział, że musi jej wszystko powiedzieć, ale potem – jak to sama zauważyła. Kiedy wszedł w nią czuli się jakby byli na środku morza, podczas sztormu. Wybuchała w nich namiętność i gasiła się. Wybuchała i gasiła. Nie umieli przestać. Gdy opadli na poduszkę patrzyli na siebie zupełnie inaczej niż przed paroma minutami jeszcze. Melania wiedziała, że może to ostatni raz jak byli ze sobą tak blisko, ale właśnie dlatego chciała tego. Kajetan z kolei myślał podobnie, że jak wszystko już będzie wiedziała wyjedzie najpóźniej jutro rano. Zanim to nastąpi chciał zapamiętać dobrze jej zapach i dotyk. Jej pocałunek i oczy. Chciał by i ona Go pamiętała. Aby wiedziała, że warto żyć. Czuł jak jego myśli zapadają się w nim o niej. Jak skronie pulsują, a krew szybciej krąży jak tylko o niej pomyśli. Nie miał wątpliwości ON ją też kochał, ale nie mógł jej tego powiedzieć. Jeszcze nie teraz. Leżeli przytuleni pod ciepłą kołdrą, którą wyciągnęli z pod koca. Żadne nie miało odwagi się odezwać z obawy, że zniszczą tą magię , która ich połączyła.
Pierwszy odezwał się Kajetan.
– Melu
– tak Kajetanie
– muszę Ci coś powiedzieć.
– Tak
– nie spytałaś nawet jak mi poszła rozmowa z Twoim szefem
– a jak CI poszła?
– nie było problemu tak jak Ci wcześniej mówiłem.
– Tak, a do kiedy masz zamiar mnie tu trzymać?
– nie wiem jeszcze. Na pewno z tydzień..
– aha
– nie spytasz się o nic więcej.
– Nie, a czemu miałabym pytać?
– Bo pora, bo powinnaś wiedzieć, że
– że co?
– Że Leszek to mój młodszy brat.
– Jaki Leszek? - nie zaskoczyła.
– Twój szef...to po pierwsze
– aha – przełknęła ślinę, a do oczu napłynęły jej łzy
– nic nie powiesz więcej
– nie – powiedziała twardo. Leżała już nie tak swobodnie. Była spięta. I zastanawiała się co się jeszcze dowie tego wieczora.
– Widzisz pierwszy raz widziałem Cię jak byłaś w sekretariacie a ja akurat wchodziłem, a TY wychodziłaś.
– Taaak.
- I wtedy pomyślałem, że jesteś piękna, że chciałbym Cię poznać...
- tak
– Chciałem się spotkać z TOBĄ, nawet wziąłem adres od Leszka, ale zabrakło mi odwagi. A potem dowiedziałem się, że w wracasz sama i to późno.

Zupełnie przez przypadek. Był bankiet na rocznicę firmy. Brat mnie zaprosił,bo widział jak się męczę. Ty jednak nie przyszłaś. Jakiś czas później a dokładnie miesiąc przed naszym spotkaniem na uliczce, skojarzyłem fakty. Grasował tam gwałciciel i złodziej. Najpierw myśleliśmy w pracy, że to jeden facet. Później poskładaliśmy fakty i okazało się, że to dwóch. Zaczynało się robić niebezpiecznie.
– No tak, ale nie rozumiem dlaczego nie podszedłeś, nie powiedziałeś co jak. I co ma z tym wspólnego Maciek.?
– Na trop Maćka wpadliśmy przypadkiem, nękał każdą kobietę prawie co znał.
Jest chory psychicznie i w gruncie rzeczy nie wiadomo co się można po nim spodziewać.
– Ale i tak nie rozumiem...
– wiem, nie potrafię Ci wszystko po kolei powiedzieć. Ale odpowiem na Twoje pytania.
– Dobrze. - wstała pozbierała swoje ubranie. Za pięćminut będę gotowa, na dole. Zdecydowała tam mi wszytko powiesz.
– Melu skrzywdziłem Cię
– nie, jestem dorosła, i jeżeli pytasz czy żałuje moja odpowiedź brzmi nie. Nie rozumiem natomiast dlaczego jesteśmy tu.? A nie w moim mieszkaniu.
– Melu ja Ci wszystko wyjaśnię
– nie wątpię, - chce zostaćsama...
– dobrze
Wstał, zebrał ubrania tak jak przed momentem zrobiła to Melania. Chciał ją jeszcze przytulić, ale w ostatniej chwili się wycofał. Okrył się swoimi ciuchami i wyszedł
- będę czekał na dole. - rzucił przez ramię, nie spoglądał na nią . Bał się tego co może zobaczyć
- Dobrze. - odparła sucho. Gdy tylko zamknęły się drzwi za nim szybko wskoczyła w ubranie.

Walczyła ze łzami. Czuła się wyjątkowo oszukana. Myśli krążyły jej po skroniach. - On i jej szef braćmi. Wolne żarty. No tak mogła sama na to wpaść, ale nie wysilała się za bardzo. Więc Szef o wszystkim wiedział. A co do Maćka, musi się jeszcze dowiedzieć co i jak. A potem wróci do siebie. Jutro rano, jak jeszcze będzie spał. Najchętniej zapadłaby się pod ziemie. Albo rzuciła na łóżko, i rozpłakała. Nie mogę sobie na to pozwolić muszę poznać prawdę. Nawet najgorszą. - Wyprostowała się. Strzepnęła z siebie niewidzialne pyłki.- Idę. -postanowiła. Zamknęła powoli drzwi i zeszła energicznie po schodach. Kajetan siedział koło kominka. Zdążył już rozpalić. Pokój był rozświetlał ogień tańczący w kominku.
– Jestem i chce wiedziećwszystko...rozumiesz wszystko!!!!!!!
– dobrze, siadaj, napijesz się czegoś
– nie, chociaż tak wody poproszę. - nalał jej do szklanki wody i postawił na ławie obok fotela. Podeszła i usiadła.
– Co chcesz wiedzieć
- wszystko...dlaczego Maciek i dlaczego ja jestem tutaj czy to jakiś spisek?
- Nie Melu, to nie spisek. Koło Twojego domu grasuje nie tylko Maciek.
- To nie Maciek napadł na Sonie.

– A kto?
– Nie wiem, dlatego tu jesteśmy. Nie chce, żeby ktoś Ci zrobił krzywdę.
-  Ale mogłeś mi o tym powiedzieć?
– Mogłem , ale bałem się, że zbagatelizujesz sprawę, a nie ma żartów. ON zabija z reguły swoje ofiary.

– Zabija – powiedziała cicho
– tak,
– ale Sonia?
– Sonia się uratowała, bo Witek wrócił. Miała sama nie wracać, ale się pokłócili. Kiedy przestraszył napastnika...do teraz go szukają.
– A pociąg?
– Pociąg?
– No byłeś konduktorem...
– tak, nie powinienem Ci mówić, ale jeżeli nie powiem uznasz mnie za tchórza.
– No
– Pracuje jako prywatny detektyw, ale czasem pomagam nie oficjalnie policji. Po starej znajomości, i dlatego, że nie znają mnie jako policjanta, pracowałem dawno temu , a teraz mogę być tajniakiem...W pociągu grasował złodziej, usypiał ofiary i okradał. Nie potrafili go złapać.
– I co złapali go?
– Tak. Gdybym był pasażerem mógłbym też stać się ofiarą. A jako policjant czy oficjalnie detektyw nie czułby się bezkarnie. Jako konduktor miałem największe szansę wtopić się w tłum.
– No tak, to dlatego więcej Cię nie spotkałam.
– Tak dlatego...ja co wieczór chodziłem koło uliczki, żeby Cię ochronić.
– Aha to dlatego wtedy byłeś tam
– tak, ale to był niestety Maciek
– nie rozumiem
– niestety bo jego nie można wsadzić do więzienia, na stałe, a do szpitala biorą go na jakiś czas i wypuszczają, niby wyleczony...poza tym po Maćku tamten się spłoszył i ucichł...
– a możesz mi powiedziećskąd wiedziałeś , że Maciek...
– Powiedzieli mi moi, po starej znajomości...ja chciałem Cię tylko chronićMelu
– tak, a nie mogłeś mi powiedzieć?
– Nie , nie mogłem...-dochodzenie i twoje bezpieczeństwo było dla mnie ważniejsze niż cokolwiek innego.
– A wiedziałeś , że Maciek i Miller'owa
– tak wiedziałem, i to , że jesteście umówieni..miałem nadzieję, że nie dojdzie do tego spotkania..
– i nie doszło, byłam u Soni w szpitalu
– aha
– Ale mogłeś mi powiedziećo moim szefie..że jesteście braćmi
– mogłem ,ale bałem się, ze się nie umówisz ze mną...nie zaufasz...
– i miałeś rację. Czy to wszystko?
– Nie jest jeszcze coś...bałem się zaangażować, bo byłem kiedyś żonaty. Teraz wiem, że nie ma to znaczenia, ale ...chcę żebyś wiedziała...
– a co rozwiedliście się?
– Nie, ona umarła...miała na imię Sandra.
– Rozumiem
– Pamiętasz jak byliśmy u Róży w karczmie...?
– tak
– Mówiła o Lilce..
– tak, ale co to ma wspólnego ze mną?
– To siostra Sandry...a Róża to jej ciotka.
– Aha...
– idę do swojego pokoju przepraszam Kajetanie ale muszę to poukładaćw sobie.
– Dobrze, rozumiem, idź dobrej nocy...będę dziś spać na dole, jakbyś coś chciała.
– Dobrze, a czemu nie w tym pokoju obok mnie..?
– bo nie będę Ci przeszkadzać, masz całą górę dla siebie.
– Dobranoc
- dobranoc Melanio

Melania pobiegła niemal na górę. Wpadła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Płakała jak mała dziewczynka. Dlaczego ją oszukał.
To wszystko mogła zrozumieć, uliczkę, konduktor, Maciek, ale czemu nie powiedział jej o Leszku tzn szefie. Nie potrafiła się pogodzić. To dlatego nagle szef zaczął ją traktować jak kogoś wyjątkowego. A ona głupia myślała, że to w pracy jest taka dobra. Szlag by to. Waliła pięściami w poduszkę i wyła. Musiał się spodziewać tego wybuchu, dlatego zostawił jej górę. Nawet nie wie kiedy zasnęła. Znowu w ciuchach.




ROZDZIAŁ XI


Obudziła się cała pogięta i obolała...przetarła oczy. Było ciemno..Wstała , wzięła ręcznik i pidżamę. Poszła do łazienki. Zeszła po cichutku po schodach. Zajrzała do salonu..Spał na kanapie. Podeszła do niego...przykryła kocem, który zsunął się z niego. Otworzył oczy. Zobaczył ją pochylającą się nad nim. Przyciągnął ją i pocałował – nawet jeśli mnie znienawidzisz to ten pocałunek zapamiętam na zawsze.
Kajetan ja Cię nie znienawidzę, ja po prostu nie lubię jak ktoś się mną bawi
Melu ja się nie bawię , i nie bawiłem, ja się w Tobie zakochałem, ale wiesz co masz rację nie jesteśmy dla siebie...pochodzimy z dwóch różnych światów...i nie powinienem był Cię tak potraktować, ani spotkać. Nie powinienem dopuścić do zbliżenia...
Ach tak!!!
tak – Słychać było jakby ktoś klasnął. Strzeliła mu twarz. Dotknął policzka, piekło.
Dlaczego to zrobiłaś?
Bo jesteś draniem, jaaaa się nie prosiłam ani o ochronę, ani o wyjazd...ani o nic...i chciałam Ci powiedzieć, że rano wyjeżdżam.
Melanio dobrze ale nie rano, tylko najwcześniej za trzy dni, możemy sobie nie wchodzić w drogę, ale nie pozwoli mi moja etyka zawodowa, żeby narazić Cię na niebezpieczeństwo.
Jak to? ETYKA?!!!!!
Tak, bo ja nie rozumiem dlaczego tak się spieszysz, bo chyba nie do Maćka? -słychać była kolejny klask.
Jeżeli jeszcze raz mnie uderzysz to nie ręczę za siebie
a co mi zrobisz
o to ! – przyciągnął ją kolejny raz i pocałował, raz potem drugi raz, przy trzecim przestała się opierać, a zaczęła odwzajemniać pocałunki, nie przestawał.
- Melu ja nie puszczę Cię stąd dopóki mnie nie wysłuchasz...

już Cię słuchałam
ale nie wiesz wszystkiego
nie, jest jeszcze coś?
tak moja żona!-powiedział i spojrzał jej w oczy , chcciał iwedziec jaką reakcję to wywoła w niej...
mówiłeś, że nie żyje!
bo to prawda, zamordował ją taki jeden, w uliczce, była w siódmym miesiącu ciąży...
...
i mieliśmy dwuletniego synka -dodał szeptem po minucie ciszy
Nie rozumiem..
byli razem...zamordował ich – zakrył twarz rękami. - rozumiesz – chciałem Cię uchronić, możesz mnie nie znać, ale odkąd Cię zobaczyłem, nie mogłem pozwolić, aby Ci się coś stało.
Uhm – westchnęła - przyklękła koło niego...Kajetan dlaczego mówisz mi to dopiero teraz.?
Bo wcześniej nie przypuszczałem , że się w Tobie zakocham, że będziesz aż tak ważna i że nie będę umiał żyć bez Ciebie już normalnie.
Ale Ty mnie wcale nie znasz...
znam, wiem jaka jesteś...jesteś uczciwa, dobra, miła, wspaniale całujesz, i jesteś pracowita, poza tym lubisz porządek, i ład, i nie wszczynasz awantur jak nie musisz....
to mi wystarczy..

aha...
W jednej chwili cała jej złość przeszła. Przybliżyli się do siebie niebezpiecznie blisko i zaczęli się całować. Nie chcieli na tym tylko skończyć. Chcieli posunąć się dalej, jeszcze nie dawno ubierali się. Teraz znowu się rozbierali, aby zaszczycić się swoją obecnością. Całowali się i kochali. Znowu byli bardzo zgrani, kołysali się w rytm płomienia , który jeszcze palił się w kominku. Zjechali na dół z kanapy, ponieważ była za mała. Położyli się na dywaniku z misia, koło kominka. Otworzył kominek dołożył kilka drewienek, aby zrobiło się jeszcze milej i cieplej. I wrócił do niej , czekała aby go przyjąć...kochali się..Pięknie kołysząc się i pieszcząc swoje nagie ciało. Całowali się i byli szczęśliwy, mimo dzielących ich różnic i tajemnic.
Chcieli być ze sobą znowu tak blisko i nie przestawać...tylko być i być.




ROZDZIAŁ XII


                      Po wszystkim okrył ją kocem i wziął ją na ręce .
Nie protestowała, była ciekawa co dalej. Skierował się prosto do sypialni na dole. Położył delikatnie na podwójnym wielkim łóżku. Odgarnął jej włosy.
Melanio ja – położyła mu palec na ustach
ciii mój kochany ciii... ja wiem, kochaj się ze mną o niczym innym nie marzę
ja też kochana , ja też..
Kajetan odkrył koc, delikatnie jakby dziecko miał przed sobą. Po czym kolejny raz przywarli do siebie i całowali się...Pieścił jej piersi, głaskał jej brzuch, schodził ręką niżej, by znów wrócić do piersi...wodził ręką po ustach , palcem po policzku...nie mógł się opanować.. Melania pierw poddawała się tym pieszczotom, a potem odwzajemniała się dotykiem. Wodziła ręką po Jego męskim torsie. Po Jego twarzy, brodzie, po brzuchu i niżej i niżej, aż dojechała do zakazanego miejsca... dotknęła. Zaledwie musnęła go przelotnie, drżał. Oboje drżeli. Nie chcieli już czekać trwało to tak długo a zarazem tak krótko. Zaczęli się kochać. Kochali się długo. Gdyby ktoś obserwował ich z boku widziałby piękny taniec kochanków. Nie było w tym nic zdrożnego. Widziałby miłość, i oddanie, radość i piękny taniec dwojga ludzi.Nie przerywali, bo kiedy tylko skończyli, zaczynali z powrotem swój taniec. Kochali się . Byli szczęśliwi . Byli razem. Melania postanowiła, że nie wyjedzie, przynajmniej nie teraz. Chciała lepiej Go poznać. Nie chciała skazywać się na samotność z powodu dumy. Chciała z NIM być. A i Kajetan postanowił zrobić wszystko by ją zatrzymać. Jak najdłużej. Marzyli oboje o tym samym, ale żadne nie mówiło o swoich pragnieniach. Wystarczyła im ta chwila , która zapowiadała się na długo jeszcze . Zasnęli w objęciach swoich, rozmarzeni i spełnieni.


^ ^ ^

Kajetan wstał pierwszy. Przyzwyczajony był do wczesnego wstawania. Zawsze wstawał wcześnie rano, nie potrafił długo leżeć w łóżku. Parzyło go. Kiedy tylko się obudził nie leżał już, wolał cokolwiek robić.
I tym razem nie czekał długo. Spojrzał na Melanie, spała tak spokojnie. Wziął prysznic, ubrał się po czym poszedł do kuchni. Rozejrzał się po niej, pomyślała i zabrał się za śniadanie. Bał się , ze nie zdąży zrobić zanim się nie obudzi Melania. Nie znał jej zwyczajów. Krzątał się po kuchni jak kobieta, w pasie miał przepasany fartuszek. Zanim skończył posprzątał jeszcze wszystko. Zatrzymał się w progu na chwilę i spojrzał, po Jego pobycie nie było śladu.

-  No i oto chodzi – powiedział do siebie bezgłośnie. Zaniósł tacę do pokoju, postawił ją na szafce nocnej ( podobna stała u Melani na górze).Usiadł koło niej. Delikatnie głaskał ją po głowie, po włosach. Otwarła oczy i uśmiechnęła się.
-  czy cos się stało? - spytała jeszcze ziewając -
tak przyszło do Ciebie śniadanko. Jak zjesz zapraszam Cię na wycieczkę, bez względu na pogodę. - pokiwała głową. Pocałowali się, i zabrała się z wielkim apetytem za śniadanie. Głową kręciła, że tak pięknie zrobił śniadanko. Ma talent – pomyślała.

Zjedli oboje. Potem odkryła koc i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że jest zupełnie naga. Poczuła się nieswojo, ponieważ ON siedział już ubrany i patrzył na nią wzrokiem zaborczym.
- Nie patrz tak..- zwróciła się do Kajetana
czemu? Przecież już Cię widziałem i to nie raz..
tak, ale to nie fair TY jesteś ubrany...
tak, ale chętnie się rozbiorę ...
tak... tak to sobie zaplanowałeś?
Nic nie planowałem, po prostu pragnę Cię za każdym razem, gdy Cię widzę, obojętnie czy jesteś ubrana czy nie...- uśmiechnął się ciepło
aha – zaczerwieniła się. Już nie pamiętała kiedy czuła taką purpurę na policzkach. Kajetan jednym ruchem ściągnął z siebie koszulę i sweter, oraz dolną część garderoby, po czym wsunął rękę pod koc, i nie dał jej uciec, mimo, że w pierwszym momencie zamierzała. Kochali się znowu tańczyli. Nie było już miedzy nimi tyle barier co na początku. Coraz bardziej byli zgrani, choć nie można powiedzieć, że było gorzej. O nie, tyle, że teraz było lepiej. Byli otwarci i kochali się z większym zapałem, i szczerością i było to widać .
Po tym pobiegła zawinięta w koc do łazienki, po drodze wstąpiła do salonu i zebrała ciuchy swoje i ręcznik zostawiony w nocy. Odświeżyła się, i ubrała...czuła się już lepiej. Wiedziała, że bardzo daleko zabrnęła z NIM. - Cóż czas pokaże co dalej. - Nie chciała nad tym myśleć Myśli jednak same wracały do niej i kotłowały się. Nie umiała sobie tego poukładać, ani odsunąć od siebie. Mimo to próbowała wspominać w tym momencie Jego dotyk , pieszczotę
rąk i słowa szeptane.
Kiedy weszła do salonu siedział w fotelu.
Gotowa?
Gotowa do czego?
Do wyjścia?
Tak, wezmę tylko z góry kurtkę.
Ok.
Po przysłowiowej minucie zamykał domek na klucz. Ich gniazdko miłości. Tak nazywała to w myślach. I ruszyli na spacer po okolicy. Kajetan objął ją w tali, a ona Jego. Emanowała z niej aura szczęścia od niepamiętnych czasów. Wyszli na zewnątrz, zeszli po mostku i popatrzyła na otoczenie. Dopiero teraz przypomniała sobie, że jak przyjechała to poczuła się jak w bajce. Nic się nie zmieniło. Domek stał na wzgórzu w tle było mnóstwo drzew. Na drzewach była korona z kolorowych liści, Na każdym z drzew były wszystkie kolory jakie istnieją. Nie wiedziała, że jesień może być taka piękna. Dotąd kojarzyła jej się z brudnymi ulicami, zachlapanymi ubraniami przez samochody. Błotem, pluchą i wiecznym deszczem oraz ziąbem. Tu świat zdawał sie być zaczarowany. Był baśniowy. Był taki, że aż wydawało się to nie możliwe. A jednak była tu i to z NIM. Już pokochała to miejsce i nie dziwiła się żonie Kajka...kochało się to miejsce od początku całą sobą tak i jak Kajetana. Szkoda, że wyjechała stąd...pewno było jej ciężko, ale za ukochanym wszędzie się podąży. Brakowało jej jeszcze parę szczegółów do tej układanki, ale teraz nie chciała o tym myśleć. Chciała tylko być szczęśliwa. Szli objęci, Kajetan złożył pocałunek w jej włosach. Zadarła głowę do góry i spojrzeli sobie głęboko w oczy. Przywarła do niego mocniej. Mimo grubych ubrań czuła GO tak blisko...Schodzili powoli na dół. Minęli mostek. Kajetan znał tu każdy kamień i to było widać po nim. Szli wzdłuż rzeki. Nie patrzyli na siebie a przed siebie. Każde z nich myślało o czym innym. Choć oboje pragnęli tego samego, aby tak już zostało. Pierwszy odezwał się Kajetan.
Melanio o czym myślisz? Odkąd wyszliśmy nie odezwałaś się ani razu.
Podziwiam widoki i to, że tak dobrze się tu orientujesz.
Mieszkałem tu z żoną przez większość  życia..- nie rozumiała. Ale wdzięczna mu była za takie spontaniczne wyznanie. Wiedziała, że jest one więcej warte niż tysiące odpowiedzi na jej pytania.
A nie mieszkałeś w mieście?
Mieszkałem, ostatnie dwa miesiące...przeprowadziłem się tam, bo dostałem pracę w tamtejszej Policji. Zawsze o tym marzyłem. Nie musiałem dojeżdżać. Nie byłem już zwykłym Policjantem. Tak jak tu. Tam pracowałem nad sprawami poważnymi. Nie zastanawiała się długo Sandra. Sama zaproponowała przeprowadzkę, żeby sie widywać częściej i mieć normalny dom.
Chciała abym dzieci częściej widywał. Choć tam były tylko dwa pokoje wolała to niż większość samotnych wieczorów. W grę wchodziła jeszcze ciąża. Była akurat w czwartym miesiącu ciąży.
Przytuliła się mocniej do niego. Czuła jak drży. Nie zimna, nie z pragnienia, a z emocji. Jakie to żywe w nim wciąż jest -pomyśała.
Kiedy się to stało był prawie w siódmym miesiącu. - ciągnął dalej po chwili pauzy.
A kiedy to było, jak dawno? – spytała cicho
- Minęło prawie pięć lat od tego czasu. Nie potrafiłem jej zapomnieć, ani o niej opowiadać To TY sprawiłaś, że coś się we mnie otwarło. Byłem wystraszony kiedy skojarzyłem gdzie mieszkasz.
- Nie mogłem pozwolić, aby i Tobie coś się stało. 
-  spojrzał na nią z przestrachem
A czemu odszedłeś z Policji?

– Męczyłem się jeszcze rok tam, ale nie dałem rady, Wyrzucałem sobie, że gdybym nie przyjął tego stanowiska, nie przyjechalibyśmy. Sandra żyłaby do dziś, i dzieci też. Zwolniłem się z Policji i założyłem po miesiącu biuro detektywistyczne, bo musiałem z czegoś żyć. Przez ten miesiąc byłem tu, ale nie umiałem znaleźć sobie miejsca ani tu ani tam. Wszędzie widziałem jej uśmiech, i słyszałem jej głos. Musiałem coś zrobić, żeby zapomnieć o tym. I prawie mi się udało, gdy zobaczyłem Ciebie. Tamtego dnia. Rok temu.
Uśmiechnęła się jakby przez łzy. Wzruszenie odebrało jej mowę. Kajetan też zamilkł, kosztowało go to bardzo dużo. Widziała to po Nim. Była mu wdzięczna, że otwiera się powoli . Robi to niezwykle delikatnie, jakby prowadził ją po swoich wspomnieniach , przeżyciach,zaklętej krainie. Jakby chciał ten powrót przeżyć z kimś bliskim. Nie przyjeżdżał tu sam tak długo, to o czymś świadczyło. Teraz tu byli oboje. Zasłuchani w wietrze, w szumie liści, i w siebie. Nie potrzebowali słów. Byli ze sobą i to wystarczyło za wszystkie słowa i wyjaśnienia świata. Wiedziała już, że spotkała swoje szczęście, choć czuła , że jest za fajnie,aby mogło trwać. Bała się zburzyć to szczęście ,które było ich rajem, ale przypominało   bardziej  domek z kart niż dom z cegły. Oboje się bali. Mieli dużo do stracenia. Siebie.

 

 


Głosuj (0)

|| Asik ||
Dzięki kochanaaaa takie słowa krzepią i wie się , że coś co się lubi robić jest coś warte, "choćby tylko mieć jednego widza teatr dalej istnieje"pozdrawiam
|| brak www || data: 00:05:03 22/12/2010
095160255011.stk.vectranet.pl || IP: 95.160.255.11

|| EwaJ ||
Całkiem dobre "romansidełko".wciągające.
|| brak www || data: 16:27:19 21/12/2010
host-89-229-209-90.kwidzyn.mm.pl || IP: 89.229.209.90